poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział X "Jestem twoim ojcem Veronico…"


Nowy bohater będzie się pojawiał od tego rozdziału. 
Johnatan Miller

~*~



      -Mam dla ciebie prezent.-powiedziała moja rodzicielka kiedy impreza się już kończyła. Uśmiechnęłam się na samą myśl. Po chwili drzwi do domu się otworzyły a w drzwiach stanął jakiś koleś. Na moje oko był może o dwa lata starszy od mojej matki.
-Mamo kto to jest?-zapytałam nie wiedząc co robić.
-Bo Ronnie …-spojrzałam na nią zdziwiona. Nie mogła nic powiedzieć a ja nie wiedziałam  co zrobić. Owy mężczyzna zbliżał się do mnie aby po chwili się do mnie przytulić odwzajemniłam uścisk nie wiedząc jak zareagować.
-Jestem twoim ojcem Veronico…-Jak to on jest moim ojcem? Ja nie mam ojca… Do moich oczu napłynęły łzy, które po chwili wyznaczały sobie drogę na moich policzkach. Nie byłam w stanie nic powiedzieć spojrzałam tylko na nich oboje. To nie był prezent jakiego się spodziewałam i ten wcale nie był trafiony … nawet ociupinkę… Pobiegłam do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadłam na podłodze i płakałam. Zastanawiałam się jak nazwać to co teraz czuję nie było to łatwe. Nie czułam szczęścia jakby mogło się wydawać mojej mamie. Wiem że może chciała dobrze ale to spotkanie mnie nie ucieszyło. Nigdy nie było go przy mnie. Zostawił mnie gdy byłam małą dziewczynką, nawet go nie pamiętałam. A teraz wraca i myśli że co? Że wskoczę mu w ramiona i że będzie tak jak powinno być w rodzinie? Zdziwię was  nie chcę aby tak było.  Wolę aby było tak jak dotychczas żyłam swoim życiem, żałowałam i płakałam ale jednak było ono tylko moje… durne i idiotyczne ale moje. A teraz? Wszystko skomplikowało się o sto razy bardziej. Nie wiem co mam w tej sytuacji zrobić. Dać mu szansę czy nie? Skoro się tu pojawił to znaczy że mu zależy prawda? Czy może moja mama go tylko namówiła? Tego nie wiem i nie dowiem się dopóki nie dam mu szansy. Ale najważniejsze pytanie jest takie czy chce mu dać tą szansę czy jednak nie…?



„Nieważne ile razy mówiłaś, że chcesz odejść.”



-Ronnie co jest?-usłyszałam głos, który już dobrze znałam  mogłam rozpoznać.
-Nic nie jest rozumiesz? Wszystko się spieprzyło. Moje życie takie było zawsze ale nie myślałam nigdy że w takim stopniu.-po mojej twarzy nadal spływały łzy, które chłopak wycierał swoją dłonią
-Zostaw mnie Zayn. Nie pomożesz mi nawet jak będziesz bardzo tego pragnął. Skrzywdziłeś mnie najmocniej ze wszystkich a tego się to ja ci nie wybaczę. Może i powiedziałam że to zrobiłam ale ten ból zawsze będę miała w sercu i zawsze będę pamiętała tę noc. A teraz Wyjdź…-Chłopak zrobił tak jak powiedziałam zostawił mnie samą. Tak właśnie chciałam ale czy było mi lepiej? Wcale nie… Potrzebowałam się teraz komuś wygadać ale nie miałam komu. A to było w tym momencie straszne…



„Tak na prawdę wszystko zależy od nas , możemy walczyć albo się poddać.”



Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, alkohol był jedynym i najgłupszym rozwiązaniem. Jednak głupota jest rzeczą ludzką i ja również mogę popełnić błąd. Sięgnęłam po telefon, który leżał na mojej szafce nocnej i wybrałam numer Kalina. Po kilku sygnałach usłyszałam jego głos.
-Możemy pogadać?-zapytałam licząć na to że się zgodzi.
-Nie mam  czasu.-Chciałam żeby on był jedyną osobą na którą mogę liczyć. Moja nadzieja poszła na straty kiedy usłyszałam odpowiedź. Nacisnęłam tylko czerwoną słuchawkę nie wiedziałam już co powiedzieć i sama nie wiem czy chciałam. Kalin był jak papieros , szybko uzależnił , kosztował wiele i zbyt szybko się skończył. Dosłownie sama skończyłam to przez Zayna i nie powinnam się teraz nikomu dziwić że on nie ma dla mnie czasu. Jednak nadal czułam coś do niego. Ale co to było za uczucie to była miłość czy zwykły przejaw przyjaźni damsko-męskiej? Teraz tego nie wiem ale mam nadzieję że w najbliższym czasie poznam odpowiedz na to pytanie. Żadne słowo nie wyrazi tego co teraz czuję... Zrozumiałam już jak trudno jest walczyć ponownie o to co straciło się z głupoty.


„Niektórych spraw nie zmienisz  równocześnie nie raniąc siebie.”


_________________________________________________
__________________________

 W święta jednak wszystko jest możliwe
i cuda się zdarzają no więc dodaję
ten oto rozdział, który jest nijaki ale jest.
Liczę na szczere komentarze z waszej strony ;)
No i Wesołych tak ? ;3

poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział IX "Jeszcze nigdy mi tak nie zależało..."




-Ronnie nie możesz całego życia przesiedzieć w tym pokoju dzisiaj są twoje osiemnaste urodziny. – Słyszałam spokojny głos moje mamy dobiegający zza drzwi mojego pokoju. Od tamtego dnia nie miałam siły na nic. Nie spotykałam się z nikim było ze mną źle i sama się tak czułam. Czułam się jak rozbitek.  Nie byłam nikomu potrzebna… a Zayn? Nie wiem czuję się winna ale nie wiem z jakiego powodu.
-Mamo zostaw mnie w spokoju! Wszystko jest okej. – głos mi się załamał a z oczu poleciały pierwsze łzy. Nie wytrzymywałam psychicznie nie miałam z kim porozmawiać. Wszystko stało się takie skomplikowane… Zawsze takie było ale teraz? Nie mam nawet na to słów…
-Nic nie jest okej siedzisz w tym pokoju już tydzień! Nie wychodzisz do ludzi, nie jesz… Nawet ze mną nie chcesz rozmawiać . – Wybuchłam jeszcze gorszym płaczem.  Taka była prawda, ale dla mnie tak było lepiej wolałam siedzieć sama. – Ronnie ja chcę wiedzieć co się z tobą dzieje jestem twoja matką i się martwię!
-Zostaw mnie samą! – krzyknęłam i usłyszałam jak moja mama odchodzi. W tym momencie potrzebowałam pobyć sama. Jednak nie działało to dobrze na moją psychikę.

"It's the way I'm feeling
I just can't deny
But I've gotta let it go"


~*~


-Przecież powiedziałam ci że chcę zostać sama! – Jednak pukanie nie przestało. Moja rodzicielka nadal dobijała się do drzwi nie dając za wygraną. Wstałam z łóżka i podeszłam do nich. Po mojej twarzy spływały łzy jednak nie obchodziło mnie to przecież wiedziała że płaczę nie będzie w szoku kiedy otworze w takim stanie. Miałam na sobie stary rozciągnięty sweter i krótkie spodenki. Wyglądałam zupełnie jak wrak człowieka. I pomyśleć że jeden człowiek może tak skrzywdzić drugiego… Przekręciłam klucz w zamku i pociągnęłam do siebie drzwi, które lekko zaskrzypiały. Podniosłam głowę do góry. Jednak nie spodziewałam się tej osoby, która właśnie stała przede mną.
-Idź stąd! – próbowałam zamknąć drzwi jednak nie zrobiłam tego bo zatrzymał je nogą.
-Daj mi wyjaśnić …
-Nie ma czego. – Nadal próbowałam zamknąć drzwi jednak mi się nie udało. Zayn wszedł do mojego pokoju i zamknął drzwi na klucz. – Czy ty jesteś jakiś nierozumny wyjdź stąd! – Popchnęłam go parę razy w stronę drzwi jednak on nic sobie z tego nie robił. Złapał mnie za ramiona i posadził na fotelu cały czas patrząc mi w oczy.
-Zrozum że chce przeprosić. – po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Same robiły trasę swojej drogi.
-Nie wystarczy że mnie przeprosisz. – Odwróciłam wzrok aby nie patrzeć tylko na niego.
-Jeszcze nigdy na żadnej dziewczynie mi tak nie zależało. – Spojrzałam na jego twarz jego mina była poważna jednak nie wiedziałam czy słowa przez niego wypowiedziane były prawdziwe. Nie odzywałam się przez pewien czas. Te słowa były dla mnie nic nie warte. W obecnej sytuacji były one pozbawione jakiejkolwiek mocy. Wstałam z fotela na którym nadal siedziałam. Złapałam zapasowy kluczyk, który leżał na stoliku i otworzyłam drzwi. Szybkim tempem  zbiegłam po schodach zostawiając Malika samego w moim pokoju. Rozejrzałam się po domu jednak mojej mamy w nim nie zastałam. Podeszłam do drzwi wyjściowych i czekałam na zjawienie Zayna. Po paru chwilach pojawił się przede mną ze spuszczoną głową.
-Słyszałaś to co mówiłem? – Zapytał po minięciu niezręcznego momentu.
-Mówiłeś dużo rzeczy, które dla mnie nie mają teraz żadnej wartości. – Podniósł wzrok do góry i wpatrywał się w moje oczy.
-Jeszcze nigdy nie starałem się tak o żadną dziewczynę. – Podszedł do mnie na mniejszą odległość.
-Udowodnij – szepnęłam kiedy dzieliły nas zaledwie centymetry. Jednym ruchem Zayn złapał mój podbródek i przyciągnął do siebie. Pogładził swoją ręką mój policzek a po chwili nasze usta były jednością. Był tak strasznie delikatny… Każdy najmniejszy gest i ruch wykonywał z niepokojem a zarazem spokojem. W tym momencie zapomniałam o tym co się stało i co mi zrobił. Liczył się ten moment. Odkleiłam się od niego i spojrzałam w inne mniej ciekawsze miejsce byle nie na niego.
-Wszystkiego Najlepszego – powiedział i lekko musnął mój policzek. Przymknęłam oczy delektując się dotykiem jego malinowych ust. Uśmiechnęłam się lekko i otworzyłam drzwi dając znak że na niego jest już pora. Zayn wyszedł a ja zostałam z tym sama. Stałam przy drzwiach i się uśmiechałam. Nogi się pode mną uginały. Zjechałam po drzwiach w dół siadając na podłodze i zastanawiając się co ja tak naprawdę robię. Jeszcze pół godziny temu płakałam i nie mogłam się pozbierać. Wystarczyło to że Zayn się pojawił… że mnie pocałował… I wszystko teraz jest dobrze? Właśnie tak jest.  Czy ja się tak powinnam zachowywać? I czy to jest naprawdę bezgraniczna miłość?


***

Głosem większości miałam dodać nieważnie czy krótki czy długi tylko miałam ;d No więc macie takie coś ;) No i tak ANONIMKI SIĘ PODPISUJĄ!  No i liczę na jakieś treściwe komentarze a nie " Jakie fajne" itp. Skąd mam wtedy wiedzieć czy wy naprawdę czytacie? No właśnie ;p  Jakieś nawiązanie do rozdziału czy coś to już lepiej i wiem że się nie trudzę dla paru osób ;d No więc nowy rozdział Hmmm? Jak będzie 70 kom tak wymagająca jestem ;d 

niedziela, 2 września 2012

Rozdział VIII "Zadałeś rany a gdy się zagoiły znowu sprawiłeś mi ból..."


Wyszykowana na imprezę stałam przed lustrem i się sobie przyglądałam.  Miałam na sobie czarną spódniczkę z podwyższonym stanem i białą bokserkę. Miałam na sobie przeciętne ubrania jednak wyglądałam ładnie. Wystroiłam się tak tylko ze względu na Zayna. Boże moje myśli mnie przerażają. Ale prawda jest taka że dzięki udawanemu związkowi przyzwyczaiłam się do niego i możliwe że nawet zakochałam.
-Ronnie nawet o tym nie myśl- skarciłam się w myślach jednak wiedziałam że jest w tym szczera prawda. Nie zważałam na to przez dłuższy okres czasu jednak dzisiejszy poranek udowodnił mi że Zayn jest miłym i kochającym chłopakiem.  Nadal czułam coś do Kalina ale czy to była miłość? A jeżeli tak to czy można kochać dwóch naraz? Usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko poprawiłam swoje włosy i zeszłam na dół aby je otworzyć. Pociągnęłam za klamkę a moim oczom ukazał się mulat z hipnotyzującymi oczami wpatrzonymi właśnie we mnie. Czy właśnie tak powinnam się zachowywać? Przecież ten udawany związek kiedyś się skończy a co jeśli ja zostanę tylko ze złamanym sercem? Nie powinnam o tym myśleć teraz. Teraz to teraz. A będzie co będzie. Wszystko jest nam pisane.
-Idziemy?- usłyszałam lekko zachrypnięty głos który przyprawił mnie o dreszcze. To był jego głos. Właśnie jego…
-Tak tylko wezmę torebkę- próbowałam odpowiedzieć obojętnym tonem ale chyba nie wyszło mi to za bardzo. Złapałam torebkę i wyszłam z domu krzycząc na odchodne że wychodzę. Wyszliśmy za teren mojego domu. Dopiero teraz poczułam lekko wiejący wiatr, który muskał moją twarz. Lubiłam to uczucie. Lekko przymknęłam oczy delektując się tą chwilą. Poczułam ciepłą dłoń która lekko dotykała mojej aby po chwili złączyć się w uścisku. Poczułam ciepło które wypełniło całe moje ciało od stóp aż do głowy. Uśmiechnęłam się lekko jednak tak aby nie mógł tego zauważyć. Teraz byłam przy nim szczęśliwa i jednak odwołuję swoje poprzednie słowa. Już wiem co moja mama w nim widziała. Teraz już tak…
Stałam popijając kolejnego drinka. Patrzyłam jak Zayn tańczy z dziewczyną. Nie przeszkadzało by mi to gdybym to była ja. Tak tak właśnie jestem zazdrosna. Odstawiłam szklankę na stół i podeszłam do Zayna lekko chwiejnym krokiem. Pocałowałam go i oplotłam swoje ręce wokół jego szyi. To wystarczyło aby ta dziewczyna sobie poszła. Uśmiechnęłam się triumfalnie i wpatrywałam w dezorientowaną twarz Malika. Pochylił swoją głowę tak że stykaliśmy się czołami. Spojrzałam w jego oczy teraz widziałam w nich wszystko co najlepsze. Najlepsze co mogło mnie spotkać. Jeszcze wczoraj nie powiedziałabym tego ale wczoraj się nie liczy. Liczy się ta chwila. Poczułam jego wilgotne wargi na swoich. Miały idealny kształt jakby stworzony do całowania. Odwzajemniłam pocałunek który z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej namiętny. Chciałam jego mieć. Chciałam mieć tylko dla siebie… Czy to tak wiele? Czy za dużo wymagam od życia?



„Nigdy nie potrafiła przyznać się do błędu. Do tego, że taki drań mógł zawładnąć całym jej światem…”



Już nie piłam tego wieczoru próbowałam się bawić. Jednak Zayn chyba nie był tak pijany że nie mógł utrzymać się na nogach. To chyba była pora wracania do domu. Złapałam go za rękę i poinformowałam wszystkich że już wychodzimy zważając na stan jednego z nas. Skierowałam się z nim w stronę drzwi wyjściowych. Szliśmy już dobrą godzinę zaczęło robić się zimno było grubo po 2. A ja musiałam odstawić jego do domu bo sam nie był na siłach. Dobrze że powietrze trochę podziałało i Zayn chociaż troszeczkę otrzeźwiał. Nie musiałam sama jego dźwigać. Staliśmy pod drzwiami do jego domu. Jednak nikogo w nim nie było.
-Zayn powiedz gdzie masz klucze- powtórzyłam to zdanie chyba setny raz jednak on nie był w stanie sam ich wyciągnąć. Wsadziłam rękę do jego kieszeni w spodniach i wyciągnęłam klucze. Przekręciłam je w zamku i drzwi były otwarte. Pociągnęłam go do środka i zamknęłam za nami drzwi. Położyłam go na kanapie i uświadomiłam mu że na mnie już pora. On jednak złapał mnie za nadgarstek.
-Proszę cię zostań. – mówiąc szczerze nie mogłam mu odmówić no i nawet nie chciałam. Pociągnął mnie do swojej sypialni. Po chwili zostałam przyparta do ściany i obdarowywana najlepszymi pocałunkami. Po moim ciele przechodziły dreszcze a w brzuchu szalały motyle. Odwzajemniałam pocałunki do momentu w którym Zayn włożył swoją rękę pod moją sukienkę.
-Zayn przestań- powiedziałam poważnym tonem i zaczęłam go od siebie odpychać. Jednak jemu to się podobało i nie miał zamiaru tego robić.
-Przestań!- krzyknęłam i odepchnęłam go od siebie. Spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Chyba wiedziałaś po co zostajesz –powiedział po chwili. Nie wierzyłam w to co słyszę. To musiała być nieprawda.
-Poprosiłeś mnie dlatego zostałam. –On tylko przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować po szyi. Nie chciałam tego. Znowu zaczynałam się bać. Zaczęłam się wyrywać jednak on był silniejszy miał tą cholerną przewagę… Po mojej twarzy spływały łzy. Łzy bólu… łzy bezsilności. Popchnął mnie na łóżko na którym się zatrzymałam. Zaczął do mnie podchodzić. Walka już nie miała sensu. Wiedziałam że to już nic nie da. Przymknęłam oczy kiedy wiedziałam na czym mu zależy. Już wiedziałam co zaraz się stanie…
Leżałam skulona na łóżku obok chłopaka, którego kocham i którego nienawidzę. Nienawidzę go za to co zrobił. Cały czas płakałam. Nie mogłam usnąć chociaż bardzo tego chciałam. Czułam się jak najzwyklejsza dziwka. Jednak ja tego nie chciałam… nie w ten sposób. Chciałam usnąć i zapomnieć. Wymazać z pamięci wydarzenie które miało miejsce jakiś czas wcześniej.
Wstałam z łóżka nie mogłam przestać płakać ubrałam się w swoje rzeczy, które leżały na podłodze. Spojrzałam na siebie w lustrze starłam rozmazany tusz i chciałam już wyjść z tego domu.
-Poczekaj odwiozę cię- usłyszałam zza siebie wzdrygnęłam się na samą myśl spojrzenia na niego. Szybko zeszłam na dół i czekałam. Bałam się wyjść wiadomo z jakiego powodu. Po chwili usłyszałam skrzypienie schodów. Otworzyłam drzwi wyjściowe i skierowałam się przed auto. Czekałam tylko aż otworzy drzwi aby mogła wsiąść. Nie chciałam na niego spojrzeć nawet przez moment. Łzy spływające po mojej twarzy współgrały z pogodą. Na dworze padało i to mi się podobało chociaż na chwilę mnie to uspakajało…
Auto zatrzymało się przed moim domem. Zayn położył rękę na moim kolanie.
-Nie dotykaj mnie nigdy więcej!- powiedziałam i wyszłam z auta trzaskając drzwiami.
-Ronnie…- powiedział wychodząc z auta.
-Zadałeś rany a gdy się zagoiły znowu sprawiłeś mi ból.. Nigdy nie zapomnę tego uczucia…- To były moje ostatnie słowa skierowane do niego. Weszłam do domu i szybko wbiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i weszłam do łazienki. Zdjęłam wszystkie ubrania i weszłam pod prysznic od razu zalałam się łzami. Chciałam zmyć z siebie ten cały wstyd i wstręt do samej siebie. Jednak wiedziałam że to i tak zostanie…


~*~
Rozdział jest dołujący ale nie miałam innego pomysłu. 
Co o tym myślicie? 
+Oddawajcie głosy w ankiecie na numer 7 na TYM blogu ;*
++ANONIMKI SIĘ PODPISUJĄ! 
NOWY ROZDZIAŁ GDY BEDZIE 50 KOMENTARZY ;)
+++Znowu zmieniłam wygląd bloga i jak ?

niedziela, 19 sierpnia 2012

Rozdział VII "Każdy ukrywa w sobie coś."



„Są słowa, które trudno wypowiedzieć, są chwile, które ciężko zapomnieć, są noce, które przepłaczesz, są bajki, w które wierzysz, ale nie ma takiej sekundy, która wróci … ”




Obudziło mnie słońce, które wdarło się do mojego pokoju przez okno.  Leniwie przeciągnęłam się na łóżku. Odwróciłam się na drugi bok chcąc znowu zasnąć. Jednak zobaczyłam siebie i Kalina. Zdjęcie, które stało na mojej szafce nocnej. Byliśmy ze sobą szczęśliwi. Tak bardzo szczęśliwi… Po moich policzkach znowu spływały łzy. Uświadamiam sobie że właśnie straciłam najważniejszą osobę w swoim życiu. On był zawsze przy mnie a ja jak go potraktowałam? Zawiodłam go i zawiodłam siebie. Straciłam osobę dla której budziłam się każdego dnia z uśmiechem na twarzy. Wstałam na proste nogi i złapałam ramkę w dłonie. Na szkle pojawiły się krople moich łez. Spojrzałam na nasze uśmiechnięte twarze. Po chwili poczułam czyjś oddech na swojej szyi. Z moich dłoni wypadła ramka ze zdjęciem, uderzając o podłogę rozbiła się. Schyliłam się i przejechałam dłonią po fotografii. Z moich oczu znowu wypływały łzy. Wstałam i odwróciłam się do osoby znajdującej się w pomieszczeniu. Tym kimś był nie kto inny jak Zayn…
Wpatrywałam się w niego oczami pełnymi słoną cieczą potocznie nazywaną łzami. Stał z dziwną miną. Nie chciał nic powiedzieć albo nie wiedział co.
-Zadowolony jesteś co? –powiedziałam i chciałam go ominąć jednak złapał moją dłoń jak to miał w zwyczaju. Przymknęłam lekko oczy ze strachu przed tym co zaraz się stanie. Jednak on przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Stałam w bezruchu i nie wiedziałam co zrobić. Po chwili poczułam łzy na swoim ramieniu. Były to łzy Zayna…
-Przepraszam –powiedział po chwili ledwo słyszalnie. Stałam szokowana. Czy on mnie właśnie przeprosił? Po chwili również się do niego przytuliłam. Nie wiem czy dobrze robię. Jednak każdy powinien dostać drugą szansę prawda?
Siedziałam zdezorientowana na łóżku już od pewnego czasu. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Co takiego się wydarzyło że Zayn taki jest zadaję sobie to pytanie już od dłuższego czasu jednak nadal nie znam na nie odpowiedzi. I czy w ogóle ją kiedyś poznam? Tego nie wiem czas pokaże.
Poczułam wibrację, którą było czuć na całym łóżku. Wyjęłam telefon z pod poduszki. Zrobiłam zdziwioną minę kiedy zobaczyłam że dostałam wiadomość od Malika. 

„Zapomnij o tym co było rano. NIC TAKIEGO SIĘ NIE WYDARZYŁO! Zrozumiałaś?! Dzisiaj jest impreza ubierz się jakoś ładnie. A no i pamiętaj mamy wyglądać na szczęśliwych!”

Myślałam że coś się zmieni jednak teraz wiem że to były tylko pozory. Zayn raz pokazał jaki jest naprawdę, ale widzę nie spodobało mu się to i będzie taki jaki był wcześniej. Chamski , bezuczuciowy i nieznający prostych zasad szacunku.  Nie lubiłam tego w nim. W głębi duszy myślałam że jest tam normalny ale boi się pokazać. Że jest kochający i szanuje uczucia innych. Jednak Zayn którego znam do tej pory taki nie jest ale ten dzisiejszy? Jak najbardziej mi się spodobał…



„Nie lubię jak ktoś kłamie, jak nie dotrzymuje słowa, jak zawodzi. Nie lubię jak się zaczynam pozytywnie nastawiać po to, by za chwilę stwierdzić, że każda historia kończy się tak samo”




**
Jest krótki wiem ;d ale dodaję aby było. Na nic więcej mnie nie stać w tym czasie bo uczę się na poprawki mam nadzieję że zrozumiecie ;) 
Zaczęłam pisać nowe opowiadanie ;) http://calm-the-storms.blogspot.com/

++
JAK MOŻE ZAUWAŻYLIŚCIE JEST NOWY SZABLON! 
I JAK PODOBA SIĘ CZY NIE ? ;3

piątek, 3 sierpnia 2012

Rozdział VI "Nie po to się urodziłam."

                  Na sam początek przepraszam że dodaję coś takiego, ale nie wiem czy w ogóle nie skończe z pisaniem . Nie wiedzieć czemu już mi to nie wychodzi. Rozdziały stają się nudne jak można zauważyć... No i to już koniec mojej przemowy...
Zapraszam na to wspaniałe opowiadanie: http://onedirectioninfection4ever.blogspot.com/


*

             Moje życie się zmieniło. Nie czuję się już sobą. Jestem inną osobą... Udaję kogoś kim nie jestem. Jestem narażona na ból psychiczny i również fizyczny. Nie mam już na tą szopkę siły. Ja i Zayn to nie te same światy. On jest z innej bajki. Jednak muszę to robić dla mojej mamy. W tym momencie tylko ona się liczy. Jej szczęście jest także moim szczęściem. Poza tym rodzina powinna się wspierać w każdej sytuacji. Jest to dla mnie bardzo trudne, ale nikt nie powiedział mi że życie jest łatwe. Ono takie nie jest... jest nie fair. Życie wystawia nas na próby, które musimy przejść. Dzięki tej próbie zyskałam chłopaka i nie mówię w tym momencie o Zaynie. Mowa o Kalinie. Tak jesteśmy ze sobą. To dzięki niemu mam siłę na to aby dalej trwać w tym fikcyjnym związku. To on daje mi wiarę na lepsze jutro. Jest przeciwieństwem Zayna... Jest czuły i opiekuńczy. A o Maliku nawet nie wspomnę. Trwamy w tym związku już za długo, ale on nie chce przestać. 4 miesiące powinny wystarczyć mu na to aby mógł zachować tajemnicę dla siebie. Jednak nie to on stawiał warunki... nie ja.


"Granica między miłością a nienawiścią 
jest tą najłatwiejszą do przekroczenia...
 dlatego kochaj ostrożnie, 
nienawidź doszczętnie."
 

<może na początek nie pasuję ale co tam>

-Będziesz robić tak jak ci każe rozumiesz?!-znowu się bałam... znowu mnie zastraszał. Czemu on taki jest? Nie wiem a boję się zapytać. Nie chcę aby znowu mnie uderzył. Nie chcę znowu przez niego płakać...
-Czy ty nie rozumiesz że ja go kocham?-odpowiedziałam łamiącym się głosem. On tylko na to prychnął i przybliżył swoją twarz do mojej.
-Zrozum że miłości nie ma. To jest tylko przyzwyczajenie. Ludzie się nie kochają. Oni tylko od ciebie czegoś chcą.- te słowa mnie zszokowały. Jak w takim wieku można mówić takie słowa? Przed nim całe życie.
-Miłość istnieje ale jak widać jeszcze nikt cię nią nie obdarzył.-znowu pożałowałam wymierzył mi policzek. Odszedł odemnie na bezpieczną odległość.
-Zerwij z nim sama albo ja to zrobię-powiedział na odchodne i wyszedł trzaskając drzwiami. Zostałam z myślami sama. Nie mogłam pozwolić na to aby wyjawił to co się wydarzyło kilka miesięcy wstecz. Jednak nie chciałam kończyć związku z Kalinem. Nie wiem czy go kocham, ale był on ważny w moim życiu. A teraz? Teraz miałam zakończyć ten związek.
Szybko wstałam i wyszłam kierując się w stronę domu Kalina. Nawet nie wiecie co czułam. Za chwilę zranię praktycznie najważniejszą osobę w swoim życiu. Czułam się jak jakaś szmata. Co ja miałam jemu powiedzieć? To co kazał Zayn? Czy jednak prawdę? A jak Malik dowiedziałby się o tym że powiedziałam mu prawdę co by się stało? Nawet nie chcę wiedzieć. Muszę skłamać... muszę powiedzieć to co kazał...
    Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi w których za jakiś czas pojawiła się mama Kalina. Uśmiechnęłam się promiennie.
-Dzień dobry. Jest Kalin?-zapytałam wysilając się na kolejny uśmiech, który pewnie przypominał grymas.
-Tak jest u siebie wejdź.-Tak jak i powiedziała tak zrobiłam. Skierowałam się na górę po schodach. Stałam pod drzwiami jego pokoju i nie wiedziałam czy wejść czy jednak się wycofać i zachować jak tchórz. Zapukałam. Po chwili je otworzył. Chciał mnie pocałować na przywitanie jednak się od niego odsunęłam.
-Musimy pogadać-odparłam poważnym tonem.
-Wejdź-powiedział i wpuścił mnie do pokoju. Nie chciałam tego ciągnąć. Chciałam to zrobić jak najszybciej i zapomnieć o bólu jaki robię sobie i jemu. Stanęłam pewnie i spojrzałam w jego oczy.
-Z nami koniec.-powiedziałam nie chcąc się rozpłakać. Mój już w tej chwili były chłopak stał i nie wiedział co powiedzieć.
-I mówisz to z takim spokojem?
-Tak?-zapytałam się jego jak głupia.
-Po co nam to było?-dodał po chwili ciszy panującej w pomieszczeniu.
-Nie wiem. Ja i tak cię nigdy nie kochałam. Więc naprawdę nie wiem.-W jego oczach było widać ból. Ból, który wywołały moje słowa, które nawet niebyły prawdziwe.
-Jesteś taka jak każdy mówił. Lubisz bawić się czyimiś uczuciami prawda? To sprawia ci radość. Nie wiem co ja w tobie widziałem...-Nie chciałam słuchać więcej słów wypowiedzianych przez Kalina. To i tak było za dużo. Zbiegłam szybko po schodach w jego domu. Przy drzwiach wyjściowych złapała mnie jego mama.
-Ronnie ty już idziesz?-zapytała patrząc w moje oczy.
-Tak i chyba już więcej się nie zobaczymy. Niech pani wie że strasznie miło było mi panią poznać. Jest pani najmilszą i najlepszą matką na świecie. Dziękuję za wszystko.-Przytuliłam się do niej. Jednak po chwili wiedziałam że już nie wytrzymam bo do moich oczu zaczęły napływać łzy. Oderwałam się szybko od kobiety i wybiegłam z domu Kalina. Spojrzałam jeszcze odruchowo w jego okno stał i spoglądał na mnie. Otarłam łzy spływające po moich policzkach i ruszyłam w drogę.
    Jestem najgorszą osobą. Kim ja się stałam? Nie mogę sobie odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy udaję się kogoś innego już nigdy nie będzie się sobą... Ja tego nie chciałam. Chciałam po tym wszystkim być znowu tą samą Veronnicą. Uśmiechnięta Ronnie, ale kiedy teraz zdążę wszystkich od siebie odgonić kto mi zostanie? Właśnie teraz straciłam Kalina, który był dla mnie tak ważny. Przyspieszyłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. W domu w którym czekała na mnie mama. Może ona jakoś mi pomoże.
    Położyłam się na moim łóżku i płakałam. Płakałam z bezsilności i ze swojej głupoty. Po co ja tak kłamie? Nie po to się urodziłam. Nie po to aby być nieszczęśliwą, nikt mi na tacy szczęścia nie przyniesie. Muszę o nie zawalczyć... Zawalczyć i w końcu je wygrać... ale to nie jest możliwe bynajmniej nie w tej chwili... nie teraz...

-Kocham Cię-wyszeptał w moje ucho dwa słowa, które były takie magiczne i brzmiące tak szczerze. Zawsze był ze mną. Kiedy go potrzebowałam stawiał się po pięciu minutach. Kiedy potrzebowałam przyjaciela też był. Kiedy chciałam porozmawiać o wszystkim co mnie gryzie nie sprzeciwiał się ani nie komentował... zawsze wysłuchał mnie do końca. Pomagał mi najbardziej jak mógł. Był ze mną zawsze. A ja? Co ja zrobiłam? Czemu to zrobiłam? I po co? A no tak dla własnej matki, która nie wiadomo czy nawet była by mi za to wdzięczna...

"Quiero ya no amarte y enterrar este dolor 
Quiero que mi corazón te olvide 
No ser como tú, quiero ser yo la fuerte
Solo te he pedido a cambio tu sinceridad 
Quiero que el amor al fin conteste 
¿Por qué siempre soy yo la de la mala suerte?"

poniedziałek, 23 lipca 2012

Rozdział V " Więzi, które nas łączą są czasami nie do wytłumaczenia. "

One Direction są zespołem już od dwóch lat! <3 Jak to szybko zleciało no widzicie ;) No i oczywiście ten rozdział jest takim małym prezentem odemnie dla was ;* Tak wiem jest krótki, ale może się komuś spodoba . A no i Jeżeli chcecie być informowani zostawcie swoją nazwę TT albo numer GG z jakimś pseudo ;)
Zapraszam na twe dwa wspaniałe opowiadania ;)
http://pechowe-szczescie-czy-szczesliwy-pech.blogspot.com/
http://jednachwila1d.blogspot.com/






-Chodź-powiedział i złapał mnie za rękę. Nie chciałam iść ale musiałam zachować pozory. Przecież miałam udawać. Wciągnął mnie siłą do jednego z pokoi i zamknął drzwi na klucz.
-Czego chcesz?-zapytałam wściekła. Przybliżył się do mnie i pogładził ręką po policzku. Spojrzałam w jego oczy z których teraz mogłam wyczytać strach i niepokój. Złapałam jego dłoń i odsunęłam się na bezpieczną odległość.
-Tutaj nie musisz udawać-powiedziałam i chciałam wyjść. Jednak drzwi były zamknięte.-Oddaj ten klucz.-powiedziałam już zdenerwowana.
-Jak będę miał ochotę-powiedział i uśmiechnął się czując wyższość.
-Nie pogrywaj sobie! Oddaj ten klucz!-On tylko się zaśmiał i usiadł na łóżku.
-Szkoda mi mojej matki co ona widziała w takim kolesiu-powiedziałam szeptem. Jednak nie umknęło to uwadze Zayna.
-Co ty powiedziałaś?-podniósł się z miejsca i podszedł do mnie. Nic nie odpowiedziałam-Powtórz!-prawie co krzyknął.
-Nie wiem co moja mama widziała w takim typie jak ty.-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. Przycisnął mnie do ściany znowu sprawiając ból.-Jednak nie jesteś taki fajny jak ci się wydaje. Nie masz nic do zaoferowania. Nie wiem co wszystkie twoje poprzednie dziewczyny w tobie widziały...-Poczułam Jego dłoń na twarzy a po czasie pulsujące miejsce. Złapałam się za czerwony i bolący mnie policzek. Spojrzałam w jego oczy z których teraz już nie dało wyczytać się nic, żadnych uczuć.
-Tak właśnie myślałam nie jesteś nic wart...-do oczu napłynęły mi łzy, które powoli zaczęły spływać po mojej twarzy. Nadal stałam patrząc się w jego oczy. Nie wiem co takiego musiało się stać że on taki jest. Nie wiem i nie jestem pewna czy chcę wiedzieć. Chciałabym móc nie mieć z nim nic wspólnego... Odeszłam omijając go szerokim łukiem. Usiadłam na fotelu i patrzałam się w każde możliwe miejsce tylko aby nie na niego. Wyjęłam z torebki papierosy i odpaliłam jednego. Włorzyłam paczkę spowrotem do torebki i usiadłam wygodnie. Malik chwycił torebkę pewnie w celu wzięcia papierosa. Wyrwałam mu ją z rąk.
-Chyba śnisz. Kup sobie.
-Nie wiedziałem że taka jesteś-powiedział i położył się na łóżku.
-No to fajnie bo obydwoje myliliśmy się co do siebie.-odpowiedziałam obojętnie i czekałam aż te katusze się dla mnie wreszcie skończą. Po godzinie usłyszałam jak przekręca klucz w drzwiach.
-Wychodzimy-powiedział podniesionym tonem. Zrobiłam przygłupią minę i wyszłam z pokoju. Na dole wszystkie pary oczu były skierowane w naszą stronę. Po jakimś czasie wszystko było jak poprzednio każdy zajęty był sobą. Siedziałam w towarzystwie nieobecna co jakiś czas popijając piwo i uśmiechając się. Cały czas przyglądała mi się Nicole. Spojrzałam na nią niepewnie po czym się uśmiechnęłam udając że wszystko jest jak w najlepszym porządku. Ona tylko pokręciła głową i wstała.
-Chodź musimy porozmawiać.-powiedziałam i pociągnęła mnie za sobą.
-Co się stało?-zapytałam wesoła nie dając nic po sobie poznać.
-Uderzył cię prawda?-to pytanie mnie zaskoczyło. Spojrzałam w jej oczy widać było że martwi się o mnie. Pierwszy raz w życiu ktoś się o mnie troszczył. Ona nawet nie miała po co tego robić nawet mnie nie znała...Skierowałam głowę w ziemię.
-Czyli wcześniej kogoś już uderzył?-zapytałam drżącym głosem.
-Nie... Po prostu wiedziałam że coś takiego się stanie. Chcesz wrócić do domu?-Odpowiedziałam kiwając głową na tak. Pociągnęła mnie za rękę i wypuściła z domu.
-Nie martw się wymyślę coś-powiedziała i mnie przytuliła.-Chcesz wracać sama czy kogoś poprosić?-Po mojej minie mogła już stwierdzić że nie chcę wracać sama. Do domu miałam spory kawałek drogi.-zaraz ktoś tu przyjdzie-powiedziała i znikła za drzwiami. Po moich policzkach nadal spływały słone łzy. Czułam się źle strasznie źle. Jednak dla mnie dobro moich bliskich zawsze było na pierwszym miejscu dopiero później liczyłam się ja. Otarłam szybko łzy i próbowałam być taka jak zawsze. Bałam się tylko o to czy nie widać nic na moim policzku. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi.
-To ja już wolę wrócić sama.-powiedziałam i wyszłam za teren domu Nicole.
-Ronnie poczekaj!-usłyszałam za sobą-Nicole mnie o to poprosiła a jestem jej przyjacielem więc słowa dotrzymam.-odpowiedział i szedł dotrzymując mi kroku. Było mi strasznie zimno jednak nie chciałam tego po sobie pokazać.
-Zimno ci?-zapytał i zdjął swoją bluzę zakładając ją na mnie.
-Nie trzeba-powiedziałam i chciałam ją zdjąć.
-Trzeba jesteś dziewczyną mojego przyjaciela.
-Nie jestem jego dziewczyną-powiedziałam przerywając mu.
-Nie kłam. Przecież każdy wie co robiliście w sypialni na górze.-Przystanęłam. Te słowa wypowiedziane z ust Kalina zabolały mnie i to bardzo. Podobał mi się a myślał o mnie w ten sposób. Zdjęłam jego bluzę i mu ją dałam.
-Nigdy w życiu nie przespałam się z Malikiem i przysięgam ci że nie jesteśmy razem ja po prostu muszę...-po moich policzkach znowu spływała słona ciecz zwana łzami. Odwróciłam się na pięcie i szłam dalej. Słyszałam jak mnie wołał, ale gdybym się zatrzymała co by to dało? Już wiem że w jego oczach jestem zwykła dzięwczyną, którą można wziąć do łóżka, którą można zaliczyć a potem najlepiej zostawić...



"Mogę znieść każdy cios,
ale Ty uderzasz za nisko.
Wbrew pozorom boli mnie
każde Twoje słowo.
Nic nie jest takie jak było,
ale uczucie się nie zmieniło."



-Ronnie wstawaj ktoś do Ciebie przyszedł-usłyszałam głos mojej mamy w pokoju. Odwróciłam się tylko na drugi bok. Nie zamierzałam wstawać. Ściągnęła ze mnie kołdrę już nie miałam wyjścia musiałam wstać.
-Kto przyszedł?-zapytałam zaspanym głosem.
-Sama zobacz.-powiedziała i wyszła z pokoju. Usłyszałam kroki więc spojrzałam w stronę drzwi. Stał w nich Kalin.
-Wejdź-powiedziałam i ilustrowałam każdy jego gest. Usiadł na końcu łóżka przyglądając mi się uważnie. Czułam jego wzrok na każdym centymetrze swojego ciała. Zatrzymał się na twarzy. Przybliżył się do mnie i odgarnął włosy, które niesfornie opadały na nią. Przejechał po moim policzku opuszkami palców. Wywołało to u mnie ból. Cicho syknęłam.
-Kto ci to zrobił?-zapytał szeptem. Ja tylko odwróciłam wzrok w drugą stronę.
-Zayn tak?-nadal nic nie mówiłam.-Wiedziałem! Zabiję Go!-zaczął wstawać złapałam go za dłoń.
-To nie jest takie proste.-spojrzał w moje oczy.
-To powiedź mi jak jest....-nabrałam głośno powietrze.
-Jak i już ci wspominałam mnie i Zayna nic nie łączy-przerwałam na moment układając sobie w głowie kolejne zdania-Chodzi o to że on...-przerwałam.
-Że on?-zapytał nadal patrząc na moją twarz.
-On przespał się z Moją mamą. No i gdy nie będę udawała jego dziewczyny każdy się o tym dowie. Ja nie mogłam innaczej postąpić. Wczoraj naprawdę pomiędzy mną a nim do niczego nie doszło.-spojrzałam w jego tęczówki.
-Wierzę ci-te słowa naprawdę dla mnie miały wielką wartość. Chciałam aby mi wierzył. Przybliżył się i mnie przytulił. W jego objęciach czułam się naprawdę bezpieczna. Uśmiechnęłam się.
-Co cię tak ucieszyło?-zapytał po chwili.
-Nie wiesz jaką radośc sprawiłeś mi tymi słowami.
-Od tego ma się przyjaciela....-Uśmiech na mojej twarzy momentalnie zmalał-No właśnie przyjaciela...-pomyślałam.



"o nie jest splot przypadków,
ani przymus,
chodź splot przypadków,
wiem,
wpływa na wybór."

sobota, 21 lipca 2012

Rozdział IV "To ty masz patrzeć w lustro i widzieć kim jesteś"

Na sam początek wstawię zdjęcia bohaterów bo jak niektóre osoby pisały mi na TT i gadulcu nie wyświetlają im się zdjęcia no więc może teraz się wyświetlą no i w końcu będziecie wiedzieć co i jak ;)






Od tego rozdziału zacznie pojawiać się :
No to zaczynamy z rozdziałem ;d
Go go :) licze na szczere komentarze *__*

              -Auć-Usłyszałam cichy jęk. Swój wzrok skierowałam w stronę Ziemi. Na chodniku leżała dziewczyna. Jak mogłam się domyśleć znajdowała się tam z powodu mojej nieuwagi. Szybko schyliłam się aby pomóc jej wstać.
-Nic ci nie jest? Ja przepraszam zamyśliłam się i nawet Cię nie zauważyłam.-Wyciągnęłam w stronę nieznajomej rękę po czym obie już stałyśmy.
-Nie jakoś żyję. Też tak czasem mam więc wiem coś o tym. A ty jesteś Veronica dziewczyna Zayna tak?-zapytała nadal nieznajoma dla mnie szatynka.
-NIE?!-Prawie co to krzyknęłam.-Mnie z tym idiotą nic nie łączy.-protestowałam cały czas aż w końcu mi przerwano. I dobrze gdyby tak się nie stało nadal bym nawijała.
-Jestem Nicole. Tak tak też mi miło no i ogólnie codzienność.-Zdezorientowana nie wiedziałam o czym mówi Nicole tak właśnie Nicole. Spojrzałyśmy się na siebie po czym wybuchnęły śmiechem. Chociaż się nie znałyśmy spędziłyśmy miło czas. Zwierzyłam się Nicole i opowiedziałam całą prawdę. Wreszcie poczułam że mogę się komuś wygadać. Poczułam że właśnie z Nią będę mogła się zaprzyjaźnić. Z dziewczyną którą spotkałam na ulicy i której prawie że nie znam. Wierzyłam że to się zmieni. Chciałam w końcu mieć kogoś dla którego będę ważna i będę mogła porozmawiać o wszystkim. Śmiać się z błahostek i przepłakać parę nocy z powodu zawodu miłosnego. Nigdy nie miałam takiej osoby a z mamą nie miałam nigdy dobrych relacji. Dopiero niedawno się polepszyły. Szłam właśnie do domu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Poznałam Nicole która zaprosiła mnie na dziś na imprezę. Ale ja nie lubię takiego typu rzeczy. To pewnie dlatego że nigdy nie byłam na imprezie. Tak wiem dziwne no ale taka była prawda. Nie miałam nikogo więc nie wychodziłam nigdzie bardziej moja matka była nastolatką w domu niż ja. Siedziałam już dobre pół godziny na podłodze szperając w rzeczach i szukając czegoś odpowiedniego. Jednak to nie było takie łatwe nic takiego nie miałam. Opadłam zrezygnowana na łóżko. Za chwilę do pokoju weszła moja matka. Usiadłam i skrzyżowałam nogi.
-Co ty jesteś córuś taka przybita?-zapytała po czym usiadła na brzegu łóżka.
-Aj no bo miałam iść na imprezę i zostały mi tylko dwie godziny no ale jak możesz to już sobie wyobrazić ja nie mam takowych rzeczy.
-Głuptas z Ciebie.-powiedziała z uśmiechem. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
-No nie mów że nie wiesz o co mi chodzi?
-Nie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Przecież wiesz że masz w domu speca od imprez?-zapytała z uśmiechem na ustach.
-Co masz na myśli?-spytałam zdziwiona.
-Nie bój się nie chce iść na tą imprezę. Chodzi mi o to że ja posiadam takie ubrania i zaraz cię odpicujemy córeczko.-Szczerze mówiąc bałam się aby nie zamieniła mnie w jaką lampucere. No ale sądząc po tym jak sama wygląda nie da rady tego zrobić. Jeżeli nie będę wyglądała gorzej od Melanie to będzie dobrze. Trzymajcie kciuki...


...lecz nie wiedzą o tym, że naj­gorzej w życiu to sa­mot­nym być...


-Ronnie nie ruszaj się! jeszcze moment i skończę-powiedziała moja rodzicielka nakładając kolejny kosmetyk na moją twarz. Nigdy nie lubiłam jak ktoś mnie malował, czesał i ogólnie. Po jakiejś godzinie mogłam już przejżeć się w lusterku na początku tylko się odwróciłam i nie odsłoniłam oczu. Najzwyczajniej w życiu bałam się, bałam się tego co mogę zobaczyć w lustrze.
-O Mój Boże!-powiedziałam tylko te słowa gdy siebie zobaczyłam.
-Nie mów że aż tak źle.-powiedziała moja matka. Ja tylko odwróciłam się do niej ze łzami w oczach. To były łzy szczęścia jeszcze nigdy nie wyglądałam tak ładnie.-Ronnie tylko nie płacz bo wszystko pójdzie na marne i trzeba będzie robić od nowa.-Gdy przypomniało mi się to siedzenie na fotelu i tyle czasu bez chodzenia od razu łzy poszły w niepamięć a ja tylko przytuliłam swoją matkę. Poszłam na Górę i popsikałam się swoimi ulubionymi perfumami. Kochałam ten zapach muszę przyznać że nawet mnie uspokajał. Ostatni raz spojrzałam w lustro. Sukienka była wprost idealna nigdy nie pomyślałam że mogę w takich rzeczach wyglądać ładnie. Poprawiłam szybko włosy i zbiegłam po schodach na dół. Nie pomyślałam o tym jakie buty założyć. No ale co mi tam chwyciłam trampki i już miałam je zakładać kiedy usłyszałam głos mojej rodzicielki.
-Chyba nie chcesz ich założyć?-zapytała ze strachem wyczuwalnym w jej głosie.
-Właściwie to chce. Są wygodne no i
-No i całkowicie do całej reszty nie pasują...-dokończyła za mnie-Poczekaj moment zaraz ci coś przyniosę.-Tak jak powiedziała tak i zrobiłam. Za parę minut wróciła z pudełkiem w dłoni.
-Miałam ci je dać już wcześniej ale nie było okazji i nawet nie wiedziałam czy ci się spodobają no ale proszę-powiedziała i dała mi pudełko w dłonie. Postawiłam pudełko na stoliku po czym je otworzyłam. Oczywiście w środku znajdowały się czarne buty na obcasie, które strasznie mi się spodobały. Szybko je wyjełąm i założyłam na nogi. Stanęłęłam na proste nogi.
-No córciu muszę ci to powiedzieć z bólem,ale jesteś zgrabniejsza od swojej starej matki.-Odwróciłam się do niej z uśmiechem na twarzy. Podeszłam bliżej i chciałam się do niej przytulić jednak nie wiedziałam jaka będzie jej reakcja.
-No chodź tu do mamusi-Złapała mnie za rękę i przytuliła do siebie. Brakowało mi tego, nawet bardzo.
-Wiesz co? ty chyba taka stara nie jesteś skoro wyrwałaś Zayna.-zaśmiałam się cicho. Odsunęła się.
-Ronnie nie mówmy o tym.-zauwarzyłam że posmutniała.
-Żałujesz prawda?-zapytałam i spojrzałam w jej oczy.
-Tak i to cholernie.-powiedziała i skierowała wzrok w ziemie.
-Nie przejmuj się przejdzie.-powiedziałam i ją przytuliłam.-A teraz wybacz ale ja powinnam się już zbierać bo i tak jestem spóźniona.
-A no tak. Miłej zabawy.-usłyszałam kiedy drzwi się już zamknęły. Szłam szybkim krokiem szukając właściwego domu. Po jakimś czasie wreszcie mi się to udało.
-Wreszcie-krzyknęłam zadowolona. Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Jednak muzyka grała tak głośno że nikt nie mógł tego słyszeć. Powtórzyłam tą czynność parę razy aż w drzwiach ukazała się Nicole.
-Cześć-powiedziała i pocałowała mnie w policzek.-Ślicznie wyglądasz-powiedziała i wpuściła mnie do środka.
-Ty również-odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy miała na sobie śliczną czarną sukienkę w kwiatki.
-Wszyscy już są. Chodź zapoznam cię z innymi.-powiedziała po czym chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła w stronę jak mniemam salonu.
-Chcę wam kogoś przedstawić-powiedziała zadowolona-To jest Ronnie.
-Hej-powiedziałam i się uśmiechnęłam. Przed sobą zobaczyłam chłopaka, którego skądś znałam. Miał brązowe włosy zaczesane na bok.
-Cześć jestem Louis-powiedział i podał mi dłoń.
-A ja jestem Kalin-powiedział chłopak o zabójczym uśmiechu. Na jego widok od razu nogi zrobiły mi się jak z waty.
-Ronnie. Miło mi-powiedziałam i uśmiechnęłam się najładniej jak mogłam. Usłyszałam wolną piosenkę i się uśmiechnęłam co zauważył Kalin.
-Zatańczysz?-zapytał z tym jego zabójczym uśmiechem. Nie zdążyłam nic powiedzieć bo już ciągnął mnie w stronę miejsca do tańczenia. Nie mogłam mu już teraz odmówić poza tym spodobał mi się. Zawiesiłam ręce na jego szyi i bujałam się w rytm muzyki. Patrzałam w jego tęczówki, które mnie zahipnotyzowały. Nawet nie zauważyłam kiedy piosenka się skończyła a ja stałam pod ścianą opierając się i rozmawiając z nim. Tematy nam się nie kończyły a ja czułam jakbyśmy znali się od dawna. Kalin spojrzał na mnie i zaczął przybliżać swoją twarz do mojej. Dzieliły nas milimetry. Czułam bijące od niego ciepło, zapach jego perfum i jego nierówny oddech na mojej twarzy. Możliwe że poczułabym smak jego ust jednak usłyszałam chrząknięcie. Odsunęłam się od chłopaka moich marzeń.
-Już mnie zdradzasz?-usłyszałam zza pleców Kalina. Po głosie rozpoznałam że to Zayn.-I to na dodatek z moim kumplem.
-Ty jesteś z Zaynem?-zapytał zdziwiony.-Sory stary.-powiedział do Zayna i odszedł nie dając mi nic wyjaśnić.
-Idiota. Nie wmawiaj nikomu że jesteśmy razem!-powiedziałam i odepchnęłam Malika od siebie. Podeszłam do Nicole i zapytałam gdzie mogę zapalić. Skierowała mnie do swojego pokoju z którego mam wyjść na balkon. Chociaż tam przez chwilę będę sama. Wyszłam na balkon i odpaliłam papierosa.
-Nie powinnaś palić-usłyszałam głos za sobą i utraciłam papierosa, którego miałam w dłoni.
-Przykro mi ale mam całą paczkę-pomachałam nią przed jego oczami. Wyjęłam z Niej kolejnego i odpaliłam. Złapał paczkę i sam się poczęstował.
-Wystarczyło poprosić-wysyczałam przez zęby.
-Nie bądź taka bo to się źle dla ciebie skończy.-powiedział Malik.
-Czy ty mi grozisz?-powiedziałam z nutką kpiny w głosie.
-Nie ja tylko mówię że jeżeli nadal taka będziesz i nadal nie będziesz współpracować to każdy dowie się o mnie i o twojej matce. A tego chyba nie chcesz prawda?
-Większego dupka to ja w życiu nie spotkałam.-poczułam jak przyciska mnie do ściany a to sprawiało mi ból.
-Hamuj się.-powiedział i zostawił mnie samą. Po mojej twarzy spływały gorzkie łzy. Nie mogłam pozwolić na to, aby zepsuł opinię mojej mamie. Była prawnikiem i miała wspaniałą reputację, ale on tylko paroma słowami mógł wszystko rozwalić. Nie mogłam na to pozwolić...
-Co się stało? Czemu płaczesz?-usłyszałam podniosłam wzrok do góry. Przede mną stał Kalin. Szybko wstałam i otarłam łzy.
-Nic się nie stało wszystko jest jak w najlepszym porządku.-powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Chciałam już odejść ale złapał mnie za nadgarstek tym samym zatrzymując.
-Ronnie daj sobie pomóc.-powiedział przejęty.
-Nie da się tego zrobić.-powiedziałam i odeszłam. Skierowałam się na dół i robiłam to co wszyscy inni czyli piłam. Chciałam się opić aby nie mieć świadomości nad tym co ma miejsce tu i teraz. Poczułam jak ktoś mnie obejmuję od tyłu. To był Zayn poczułam to po perfumach.
-Wygląda na to że sobie pomożemy.-szepnął mi te słowa do ucha.
-Wygląda na to że nie mam wyboru...-powiedziałam zrezygnowana. Odwróciłam się w jego stronę i lekko musnęłam jego usta. Według mnie nie miałam wyboru. Musiałam to zrobić. Dla mojej mamy...


Nieważne co mówią inni . Pieprz to . Ludzie zawsze gadają ,
szczególnie Ci , którzy nie mają odwagi żyć tak jak Ty .
Pierdol zdanie społeczeństwa .
To Ty masz patrzeć w lustro i widzieć tego kim jesteś ,
a nie marionetkę uszytą z ludzkich upodobań

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział III "My jesteśmy ze Sobą..."


Nie mogłam znieść tego co przed chwilą zobaczyłam u Mojej matki w pokoju. To było niedorzeczne jak ona w ogóle mogła? Jeszcze z Nim?! Nie mogę tego pojąć i nie wiem czy dam radę. Przykryłam twarz poduszką i próbowałam zasnąć jednak nie mogłam z wiadomych przyczyn.  Przed oczami cały czas miałam tą sytuację i ich miny. Wróciłam do pozycji siedzącej. Zupełnie nie wiedziałam co z Sobą zrobić. To wydarzenie było śmieszne a zarazem straszne i to jak. Wysunęłam szufladę z szafki nocnej i wyciągnęłam papierosy. Wyciągnęłam jednego i zaczęłam szukać zapalniczki. Po jakimś czasie poszukiwania się skończyły a ja mogłam w spokoju zapalić. Odpaliłam papierosa i się zaciągnęłam. Przymknęłam na chwilę oczy i ujrzałam tą scenkę. Nie mogłam pohamować śmiechu. Teraz to mnie bawiło.
-Nie wiedziałem że palisz...-usłyszałam. Otworzyłam oczy i ujrzałam Jego stojącego w progu.
-Nie wiedziałam że sypiasz z Moją matką-odpowiedziałam z kpiną. Nadal paliłam papierosa a on nic nie mówił. Nie wiem czy nie chciał nic powiedzieć czy po prostu nie wiedział co. Obrócił się i chciał wyjść jednak przystanął i się odwrócił.
-Melanie się nie dowie prawda?-zapytał z nadzieją. Spojrzałam na Niego jak na kretyna.
-Żartujesz sobie? Oczywiście że się dowie i to w najbliższym czasie. Nie lubię Jej ale nie będziesz tak z Nią postępował.
-Proszę Cię nie rób tego.-zaczęłam się śmiać.
-Nie żartuj Sobie ze mnie nikogo nie będziesz tak traktować zrozum to. A teraz żegnam. Chyba że chcesz aby Melanie dowiedziała się szybciej.-Po tych słowach zniknął. Usłyszałam tylko dźwięk zamykających się drzwi. Jeżeli nie zdążyłyście załapać kto to był to was oświecę był to Zayn. I tak to właśnie on zabawiał się z Moją mamą. No cóż żyć nie umierać po prostu-czujecie ten sarkazm?



“Jeden wieczór, a potrafił zrobić w mojej głowie taki 
chaos, że nie mogę sobie z nim poradzić.”

Obudziłam się rano spojrzałam na zegarek. Pomrugałam parę razy bo myślałam że śnię. Pierwszy raz w życiu obudziłam się o 5:30. Wstałam leniwie i wgramoliłam się do łazienki. Wzięłam długi zimny prysznic od razu się obudziłam. Zawinęłam się ręcznikiem i zeszłam na dół. Zaparzyłam sobie kawę i rozkoszowałam się jej smakiem. Włączyłam telewizor i rozsiadłam się na sofie. Oczywiście o tej godzinie nic ciekawego nie było więc zostało mi oglądanie bajek. Przełączałam kanały po kolei. Myśląc że natrafię na coś do zniesienia.
-Gumisie? Spoko-powiedziałam do siebie i położyłam się na kanapie. Bajka dopiero się zaczynała więc leciała piosenka, którą nie wiem jak to możliwe znałam i zaczęłam ją śpiewać.
-Gumisie harcują, po lesie szarżują, wszędzie dziś słychać donośny ich śmiech, zawsze zwycięskie, waleczne, rycerskie, każda przygoda zapiera nam dech. Zobacz saaaam...-usłyszałam kroki.
-Dobrze się czujesz?-tak to była moja mamusia.
-Jak widać wszystko jest w jak najlepszym porządku kochana mamusiu. A teraz mam pytanko jak tam po wczorajszym?-uśmiechnęłam się i puściłam do Niej oczko.
-Ronnie przestań.-powiedziała zakłopotana ale sama się śmiała.
-No nie wstydź się dobry był?-nie mogłam się powstrzymać od śmiania.
-Ronnie wiesz bo On...
-Mamo ja tylko żartowałam nic nie chce wiedzieć.-Zebrałam się z kanapy i skierowała się do swojego pokoju.
-Nie wiedziałam że mam tak zgrabną córkę.-powiedziała na odchodne.
-Mam to po mamusi.-puściłam Jej buziaczka w powietrzu i poszłam się wysuszyć i ogarnąć. Ułożyłam włosy i lekko się pomalowałam po czym skierowałam się w stronę szafki. No to kłopoty nastolatki w co mam się ubrać? wyjęłam czarne legginsy i białą bokserkę do tego jeszcze jeansowa kamizelka i czarne trampki i byłam gotowa. Złapałam szybko torbę i wyszłam. Dzisiaj postanowiłam że do szkoły pójdę pieszo. Miałam wystarczająco dużo czasu aby pozwolić sobie na wolny spacerek. Nie zwracałam uwagi na czas i nawet nie zorientowałam się kiedy już stałam pod drzwiami szkoły. Weszłam do budynku i czekałam tylko na zaczepki jednak ich nie było. W moją stronę były kierowane tylko szczere uśmiechy. Pozytywne zaskoczenie na początku dnia. Może ten dzień będzie bardzo udany. No będzie w końcu powiem Melanie co wyprawia Malik...




“Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń.”

Nigdzie nie spotkałam Melanie a lekcje już się skończyły byłam na Siebie zła. Jak widać Zayn nieźle ją przede mną ukrywał. No nie dziwie się mu. Też bym się bała jej reakcji. Te jej dziesięciu centymetrowe paznokcie raczej krzywdę umieją zrobić. Tylko jestem ciekawa co mu zrobi jak się dowie. W końcu niby tak się kochają. Poszłam do szafki szkolnej i schowałam do Niej niepotrzebne mi książki. Zamknęłam szafkę i doznałam szoku gdyż za drzwiczkami stał Malik z uśmiechem na tym chytrym i parszywym ryjku.
-Czego chcesz?-warknęłam na Niego.
-Mam nadzieję że zmieniłaś zdanie co do tego aby powiedzieć o wszystkim Melanie.-spojrzałam na niego głupkowato.
-Chyba się nie zrozumieliśmy Malik. Wczoraj ci powiedziałam że ona się o wszystkim dowie. Jak widzisz zdania nie zmieniłam.-zdążyłam odejść krok w przód a On chwycił moją dłoń.
-Proszę Cię nie rób tego.-na to tylko prychnęłam. Poszłam dumnie korytarzem wzrokiem szukając Melanie.
-Jest!-pomyślałam gdy ją zobaczyłam. Za jakiś czas stałam już obok niej. A ona wlepiała we Mnie swoje gały, a uwierzcie mi na słowo to już nawet parzyło.
-Mam ci coś do powiedzenia. Uwierz mi to jest bardzo ważne.-zaczęłam rozmowę.
-Słucham-powiedziała dziwnym głosem i spoglądała cały czas na mnie.
-No więc Zayn...-nie było mi dane skończyć gdyż Zayn wyskoczył za Moich pleców. Położył rękę na moim ramieniu.
-Lepiej ja to powiem-powiedział i kontynuował.
-Ja i Ronnie jesteśmy ze sobą.-nie mogłam uwierzyć w to co on właśnie powiedział.
-Że co?!-wrzasnęła na całą szkołę Barbie a każdy spojrzał w naszym kierunku ja stałam jak wryta i nic nie mogłam z siebie wykrztusić.
-To-powiedział Malik. Złapał dłonią mój podbródek i przyciągnął do Siebie. I tak o to Ja czyli Ronnie Miller pocałowała się z największym palantem i uwodzicielem w szkole Zaynem Malikiem. Usłyszałam tylko prychnięcie i dźwięk odchodzącej osoby. Malik się ode mnie okleił. Każdy stał i wlepiał w nas swoje oczyska. Poczułam się jak idiotka więc odwróciłam się na pięcie i wyszłam z tego chorego budynku z równie chorymi ludźmi.
-Zaczekaj!-usłyszałam za Sobą. Wiedząc że to był Malik przyspieszyłam.
-Co się stało? Wiem że Ci się podobało-powiedział z cwanym uśmieszkiem stojąc przede mną.
-Palant!-chciałam go ominąć jednak mi na to nie pozwolił. I chwycił mnie za nadgarstek.
-Wiesz co z natury jestem grzeczna i nie używam takich słów tak samo jak i się tak nie zachowuję.-powiedziałam.
-Jak?-zapytał. Podniosłam nogę no góry a fakt był taki że Malik dostał z kolanka w krocze.
-Spierdalaj!-powiedziałam. I uwolniłam się z uścisku chłopaka. Przybliżyłam usta jego ucha.
-I właśnie o takie zachowanie mi chodziło kochanie....


***

No i nie wiem czy się komuś spodoba czy nie no ale co tam pisze dla Siebie bo sprawia mi to przyjemność ;d
I strasznie wam dziękuję za Tak miłe komentarze. One motywują mnie do działania;*
No i Kocham was <3

niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział II "Przeprasza się za coś bardzo złego..."

Taki wklejek :
W tym rozdziale pojawi się matka Ronnie i ogólnie już się będzie pojawiała.
Jennifer Miller


_____________________________________________________________________
Było to dla mnie strasznie miłe że każdy mi gratuluję. Przecież Ja tylko zaśpiewałam. Jednak byłam dumna z jednego odgryzłam się Malikowi i Melanie. Może to nie było nic wielkiego, jednak dla mnie w końcu było to coś. Taka cicha myszka jak ja została zauważona w momencie takim, który właściwie miał mnie jeszcze bardziej skompromitować. Wreszcie pokazałam na co Mnie stać. Ale jedno też mnie bolało. Wszystkie znane twarze, które tylko chciały mnie unikać i wyzywały mnie teraz stoją ze mną i rozmawiają jak gdyby nigdy nic. Nie wiem czy to moja wina że jestem taka łatwowierna i słaba, ale teraz wiem że muszę być silna i tak NA PEWNO będzie. Wyszłam z sali kierując się do łazienki. Stanęłam przed lusterkiem i spojrzałam w Swoje odbicie.
-Dasz radę!-powiedziałam do Siebie i się uśmiechnęłam. Wyszłam z łazienki i skierowałam się na dalsze lekcję. Dzień minął mi znakomicie. Czułam się bardzo fajnie jednak też niepewnie. Czy tak już będzie zawsze? Czy to tylko ten jeden dzień i wszystko wróci do przeszłości? Teraz tego nie wiedziałam i nie byłam pewna czy chce znać odpowiedź.



"Po krętej i da­lekiej drodze pełznę do ce­lu. 
I ten mur tuż przed nim. 
Z ce­gieł lat niewiary w siebie."

Wyjrzałam przez okno. Słońce świeciło i zachęcało do wyjścia na jakiś spacer. Tak i zrobiłam. Wyszłam i skierowałam się do parku. Usiadłam na ławce w samym środku parku. W oddali bawiły się dzieci wraz z Matkami. Dla mnie było to nieznane uczucie. Nie pamiętam kiedy zamieniłam ze swoją mamą kilka słów. Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Nie wiem czy ona uznaję mnie jako swoją córkę czy nie. To pewnie dlatego że urodziła mnie mając zaledwie piętnaście lat. Nie było jej łatwo wiem o tym ale czemu ona obarcza winą mnie a nie siebie.? Przecież to Ona kochała się z tym kolesiem, którego nawet nie znam. I raczej go nie chcę poznać. Rozumiem byli młodzi, ale on ją zostawił samą z dzieckiem, którego nie chciał... I to wszystko wyjaśnia. Nie chciał. Mnie... Zastanawiam się czasami czy Moja matka mnie chciała. Czy nie chciała mnie przypadkiem usunąć. Przecież tylko Jej zawadzam. Nie wiem czy mnie kocha. Nigdy nie usłyszałam od Niej tego słowa chociaż bardzo bym tego pragnęła. Jedna łza samotnie spłynęła po moim policzku. Nie zwróciłam na Nią uwagi pozwoliłam aby dalej płynęła. Poczułam czyjąś obecność. Odwróciłam się w bok. Obok mnie siedziała dziewczynka. Uśmiechnęłam się promiennie.
-Czemu płaczesz?-zapytała po chwili.
-Wiem czasem życie jest takie niesprawiedliwe. A człowiek musi sobie czasem popłakać aby to z siebie wyrzucić.
-Ale ty już nie płacz dobrze?-spojrzałam na Tą dziewczynkę nie wiedziałam co powiedzieć. Pierwszy raz widziałam ją na oczy, jednak ona potrafiła wywołać na Mojej twarzy uśmiech.
-Obiecujesz?-odezwała się kolejny raz.
-Obiecuję.-kolejny raz tego dnia się uśmiechnęłam.
-A teraz wracaj już do domku bo będzie padać.-Spojrzałam się w chmury nie zapowiadało się na deszcz. Świeciło słońce i nie było ani jednej chmury.
-A księżniczka jak się nazyy...-odwróciłam się w stronę gdzie jeszcze przed chwilą siedziała dziewczynka jednak teraz już jej tam nie było. To było strasznie dziwne zachowanie. Nawet jak na małą dziewczynkę. Rozumiem że dzieci są ufne no ale czy każde dziecko podchodzi do obcej dziewczyny i jeszcze z nim rozmawia jakby ją znała. Ja nie wiem ale na pewno tak bym nie postąpiła. Wstałam z ławki i skierowałam się w stronę domu.
-No i 30 minut drogi przede mną-pomyślałam i szłam dalej.Całą drogę szłam i rozmyślałam. Gdy przeszłam już praktycznie 3/4 drogi zaczął padać deszcz. Dobrze że na razie tylko kropiło i mogłam jeszcze uciec przed ulewą. Biegiem wleciałam do domu. Wydawało mi się że nikogo nie było. I tak było lepiej. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Usiadłam na blacie. Po jakimś czasie usłyszałam jakieś stukanie dobiegające z pokoju mojej Matki. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to ta że ktoś się do nas włamał...


"Zdrada to cios, które­go nie ocze­kujesz. 
Jeśli dob­rze poz­nasz swo­je ser­ce,
 to nig­dy Ci ta­kiego ciosu nie za­da. 
Będziesz bo­wiem znał je­go naj­tajniej­sze 
marze­nia i je­go tęskno­ty, i będziesz je sza­nował. 
Nikt nie może uciec przed włas­nym ser­cem. 
Dla­tego le­piej słuchać, co ono mówi. 
Aby żaden nies­podziewa­ny cios nig­dy Cię nie dosięgnął."

Zeskoczyłam z blatu nadal trzymając szklankę w dłoni. No co może się do czegoś jeszcze przydać tak.? Podeszłam na paluszkach pod drzwi i nadal słyszałam stuknięcia, które teraz następowały coraz częściej. Zdziwiłam się. Złapałam za klamkę i ujrzałam Moją Mamę w łóżku z jakimś kolesiem. Uwierzcie Mi to jest ostatnia rzecz jaką chce zobaczyć córka. Upuściłam szklankę, którą nadal miałam w ręce. Odłamki szkła powędrowały w każde możliwe miejsce i kierunek w pokoju. Teraz dopiero zwrócili uwagę na to że tu jestem. Najpierw zareagowała moja mama a potem ten typ, który się odwrócił.
-O mój Boże...-powiedziałam i skierowałam się do mojego pokoju. Nie mogłam uwierzyć w to co tam zobaczyłam. To musi być sen albo ja jestem w jakimś durnym programie i za jakiś czas ktoś wyleci i krzyknie.
-MAMY CIĘ!-Jednak na to się nie zapowiadało. Położyłam się na łóżku i nie mogłam uwierzyć w to co się tam wyprawiało. Mogła chociaż te głupie drzwi zamknąć i nic by się nie stało a teraz ten obraz będzie mnie prześladował po nocach. Usłyszałam jak drzwi się otwierają a w Nich staję moja rodzicielka. Usiadła na krawędzi łóżka i nic nie mówiła. Patrzałam na Nią zmuszając ją tym samym aby się wreszcie odezwała.
-Przepraszam-powiedziała cicho. Myślałam że powie coś więcej jednak tak nie było.
-Nie przep­raszaj. Przep­rasza się za coś bar­dzo złego. Za coś, co czy­ni Cię pus­tym w środ­ku a zarazem smut­nym i win­nym. Przep­roś najpierw samą siebie za to, że poz­wo­liłaś aby takie zdarzenie w ogóle miało miejsce. Po­tem przep­roś, tym sa­mym obiecując, że już nig­dy nie będzię miało takie zdarzenie miejsca. W in­nym ra­zie, twe słowa poz­ba­wione są wartości. A teraz wyjdź.-powiedziałam zimnym głosem. Moja Matka wstała i wyszła. A ja zostałam z rozmyśleniami sama. Jak to teraz będzie. Przecież to nie może tak być. Nie z nim. Nie teraz...


***

Wyszło jak wyszło. Jednak mam nadzieje że komuś przypadnie do gustu. Kiedy następny? Sama nie wiem może uda mi się jeszcze napisać przed wyjazdem na koncert. A na koncert jadę już w Piątek. Może się udać a może też nie. Jednak to też zależy od was ;) Co sądzicie i wgl.?
No i ogólnie pozdrawiam moją Nike! która cały czas spamiła o to kiedy wreszcie rozdział. I ogólnie  ten oto rozdział pojawił się dzięki Niej ; * Kocham cię Zjebie! <333
Ogólnie Kurewsko was wszystkie kocham ! <3333

czwartek, 17 maja 2012

Rozdział I "Bo istnieje taka cisza..."

Ciepły sierpniowy wieczór. Jak co dzień wybrałam się na spacer. Wiatr leciutko muskał moją twarz. Szłam alejkami bez żadnego pośpiechu ani celu. Nie miałam po co się spieszyć ani do kogo. Spojrzałam w ziemię. I nie zauważywszy przed sobą chłopaka wpadłam na Niego. 
-Przeee...-Spojrzałam się na chłopaka i nie dokończyłam.
-Wiesz co? Chociaż tak przykro mi nie jest.-uśmiechnęłam się i spojrzałam na Malika z kpiną.
-Ogarnij się dziewczyno! Zobacz jak wyglądam.-spojrzałam na Jego ubranie. Wyglądało normalnie.
-Pralkę w domu masz? Raczej masz więc sam się ogarnij.-Ominęłam go i chciałam odejść. Złapał mnie za nadgarstek tak mocno że aż do oczu napłynęły mi łzy.
-Nie igraj ze mną dziewczyno!-powiedział groźnie i przybliżył swoją twarz do mojej. Spojrzałam jemu prosto w oczy.
-Bo co? Nie boję się już Ciebie.-Wyrwałam swoją rękę i odeszłam. Nigdy więcej nie pozwolę sobie na takie traktowanie. JUŻ NIE. Pewnie nie wiecie o co chodzi. Mówiąc krótko nie jestem lubianą osobą. Życie dało mi porządnego kopa. W szkole jak w szkole są grupy osób. Popularne, lubiane, kujony i takie tam. Ja nie zaliczam się do żadnej. Jestem osobą, która nie ma nikogo. Wiem że to dziwne ale nie umiem nikogo do Siebie przekonać. I mówiąc szczerze wcale nie przeszkadza mi to że muszę liczyć tylko na Siebie. A o co chodzi z Zaynem.? Jest w grupce tych osób popularnych i najbardziej lubianych w szkole. A że jakoś się trzeba pokazać od samego początku wyżywa się na mnie i po prostu mnie gnębi.

Siedziałam na stołówce i próbowałam w spokoju jeść obiad. Jednak nie było mi to dane. Spojrzałam się za siebie. Za moimi plecami stał Zayn Malik, którego prawie nie znałam. Ale chciałam poznać bo bardzo mi się podobał. Rozmawialiśmy chwilę. Było świetnie. Myślałam że wreszcie poznałam kogoś w tej szkole przy kim b będę mogła być sobą. I nie będę musiała nikogo udawać. Nie wiedziałam że się tak mylę. Z Zaynem zadawałam się już dwa tygodnie. Było wspaniale i wszystko zmierzało do Tego że staniemy się przyjaciółmi. Jak zawsze chodziłam z nim po szkole i przyszedł czas na obiad. Przede mną stała Melanie. Plastik jakich mało. Wzięła swoją tackę i 'niechcący' wywaliła ją na Mnie. Odwróciłam się w stronę Zayna śmiał się ze mnie tak jak każdy. Wziął picie z mojej tacki i wylał mi je na głowę. Był to najgorszy dzień w moim życiu. Od tamtej pory nienawidzę Zayna tak samo jak i Melanie. Dopiero wtedy zobaczyłam że kolegował się ze mną tylko dlatego aby zrobić mi takie coś. Po tym incydencie stał się popularny i zyskał najtandetniejszą dziewczynę pod słońcem. Są siebie warci Ken i Barbie. Nie pomyślałabym że można tak szybko zmienić o kimś zdanie. Jednak można...


"Istnieje taka cisza, 
której świat nie potrafi zakłócić. 
Jest taki odwieczny spokój, 
który można ocalić 
nosząc go w swym sercu."

Obudziło mnie rano słońce, które przedostało się do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek widniała 7:15. Pomrugałam jeszcze parę razy. I dopiero po czasie uświadomiłam sobie że zaspałam. Szybko wbiegłam do łazienki i wykonałam potrzebne czynności. Pomalowałam się i wybiegłam z łazienki w bieliźnie. Wywaliłam zawartość szafki. Założyłam na siebie żółtą bluzkę na krótki rękawek i czarne spodnie. Wzięłam swoją torebkę i zbiegłam na dół. Pobiegłam szybko na przystanek jednak na do widzenia mogłam sobie pomachać odjeżdżającemu autobusowi. Ten dzień zapowiedział się wręcz przecudownie. Szłam szybkim krokiem do szkoły. Było przede mną około pół godziny drogi. Spojrzałam na zegarek była 7:54. Przyspieszyłam jeszcze bardziej. Weszłam do znienawidzonego przeze mnie budynku i skierowałam się na lekcje muzyki. Złapałam za klamkę ale drzwi były zamknięte. Usłyszałam za sobą głos.
-Ronnie dobrze że już jesteś czekamy tylko na Ciebie.-powiedział to mój nauczyciel od muzyki. Nie wiedziałam o co chodzi i nawet nie pozwolił mi dojść do słowa. Ciągnął mnie w stronę salki gimnastycznej. Posadził mnie na siedzeniu a ja nie wiedziałam nawet co robić. Każdy się na mnie patrzał.
-No to teraz czas na ciebie Ronnie.-powiedział pan Brown.
-Ale o czym pan mówi?-zapytałam zagubiona w tej całej sytuacji.
-Zgłosiłaś się do konkursu śpiewania więc proszę.
-Ale ja wcale...-Nauczyciel usadził mnie na środku i kazał śpiewać. Spojrzałam się na osoby stojące z przodu. Malik i Melanie śmiali się w najlepsze czyli już wiedziałam kogo to sprawka.

Stoję na środku sali. Światło pada prosto na mnie. Słyszę tylko stłumione głosy ludzi na widowni. Spokojnie odpowiadam na pytania jury. Słyszę pierwsze nuty muzyki wydobywającej się z głośników. Głośno nabieram powietrze i chcę zaczął śpiewać. Jednak nie mogę. Czuję w gardle gulę wielkości jajka. Nie mogę nic z Siebie wydusić. Słyszę śmiechy a potem gwizdy. Czuję się strasznie. Po mojej twarzy spływają łzy. Zbiegam ze sceny i obiecuję sobie że już nigdy nie zaśpiewam...


"Potrzebujemy czasu, by marzyć; 
czasu by wspominać 
i czasu, by sięgać ku nieskończoności. 
Potrzebujemy czasu, aby być."

Nie chciałam aby teraz było tak samo. W tym momencie chciałam pokazać na co mnie naprawdę stać. Nabrałam nerwowo powietrza i zaczęłam wystukiwać jakiś rytm. Nie wiedziałam co zaśpiewać. Byłam tak zdenerwowana. Po chwili przypomniała mi się jedna z moich napisanych piosenek. Podeszłam do wcześniej przyniesionego Keyboard'a. Spojrzałam na nadal śmiejące się głupio twarze innych. Zayn pokazał ręką aby byli cicho. Chyba chciał ze mnie zrobić pośmiewisko. Zaczęłam grać a potem śpiewać piosenkę.

Everybody needs inspiration
Everybody needs a song
A beautiful melody
When the nights so long
Cause there is no guarantee
That this life is easy...

 Na początku głos mi drżał jednak po chwili się rozkręciłam i szło mi coraz lepiej. Odruchowo spojrzałam na Zayna, Melanie i ich grupę 'znajomych'. Mieli strasznie zdziwione miny. 
You appear just like a dream to me...
Przy zaśpiewaniu ostatnich słów spojrzałam się na Zayna. Po skończeniu zapadła niezręczna dla mnie cisza. Jednak po chwili każdy zaczął klaskać oprócz Zayna i jego laleczki Barbie. Oni wyszli. A ja czułam się znakomicie...

***

Nudny jak flaki z olejem. Chciała aby te opowiadanie było inne od pozostałych. I jak jest.? No i jak chcecie być informowani o następnych rozdziałach zostawiajcie swoją nazwę tt w komentarzach :d 

Postacie.


Veronica Miller
„Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł. –Inaczej jest dla Mnie skreślony.”


Zayn Malik
„Wszelkie niezadowolenie z tego, czego nam brak, płynie z braku wdzięczności za to, co posiadamy.”


Nicole Smith
„Jeśli nie udało ci się coś, czego bardzo chciałaś, to znaczy że czeka cię jeszcze coś lepszego.”


Louis Tomlinson
„Wiek nie chroni Cię przed głupotą. –Przecież trzeba czerpać radość z życia.”


***

No więc nowe opowiadanie ;) 
Jeżeli chcecie być informowani o 
nowych rozdziałach piszcie w komentarzu ;))

Obserwatorzy